Hulaj dusza

„Hulaj dusza piekła nie ma”, to jakieś wspomnienie z przeszłości. Mojej młodości, kiedy człowiek chciał sobie pozwolić na więcej. Więcej niż zezwalały religijne przykazania i etyczno – moralne zwyczaje narodu. A także, nakazy i zakazy społeczno prawne.

Chociaż w słowie „hulaj dusza” trudno dopatrzyć się zamierzonych wykroczeń, to jest tutaj mowa o wyzwalaniu z jakichś okowów narzuconych nam z zewnątrz.

Myślę, że nie tylko chodzi tu o prawa społeczne, ale bardziej o prawa kanoniczne. Prawa sięgające do średniowiecza, kiedy to restrykcje za odstępstwa, od uznawanych norm, były bardzo dotkliwie karane. Wtedy metafora rozluźniające pęta, czyli nakazy i zakazy, narzucone człowiekowi z zewnątrz, pozwalają w ten sposób na wewnętrzną inspirację bycia sobą.

Zaduma

Chyba każdy człowiek rozmawia sam ze sobą. Pomimo że nie zdajemy sobie z tego sprawy, to przecież język ludzki sprawił, że porozumiewając się sam ze sobą, używamy wewnętrznych dialogów.

To właśnie wewnętrzne dialogi ujawniają, w naszym pojmowaniu, kim jestem? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Jakie jest moje miejsce w społeczności? Oraz dokąd zmierza moja osoba, wyodrębniona z tłumu ludzkości?

A ludzkość? Czymże ona jest? Choć jestem jej maleńką drobiną, to przecież nie stanowię o większości. Jednak w jakiś sposób, całokształt tego gatunku wpływa na mnie. Tak samo jak i ja mam jakiś minimalny wpływ na całość naszego gatunku.

Z pokorą dla życia

Czym jest życie? Poco jest życie w ludzkiej formie istnienia? Jak często nachodzą nas myśli, poco ja tutaj jestem? W nagrodę, czy może za karę? Jeśli w nagrodę, to czemu takie ciężkie i pełne problemów? A jeśli za karę, to w czym zawiniłem, że inni mają lepiej? Skąd bierze się takie rozwarstwienie, biorąc pod uwagę status społeczny, zamożność, narodowość, a nawet płeć, której możemy pozazdrościć innym?

W każdym sposobie analizy tego, czym jest życie, możemy pozazdrościć tego, kim nie jesteśmy. Albo wybrać odwrotną stronę, żeby z radością realizować to, kim jestem. Zrozumieć swoją drogę życiową i z radością zmierzać ku jakiemuś celowi, wyznaczonemu przez sam fakt zaistnienia.

Zaistnienia czego? Pytasz się być może. Wtedy przychodzi ci do głowy jakieś imię, nazwisko, data urodzenia. Także płeć i jakiś status społeczny, który kryje się pod twoją osobowością. Ale czy tym wszystkim jestem? Przecież musi być jakaś głębsza idea tego zaistnienia.

Jestem tutaj w nagrodę czy za karę? Dobija się natrętna myśl. Wreszcie jak poradzić sobie z myślami, które wciąż analizują moje miejsce wśród pozostałej części społeczności. Czy to dobrze, czy źle, że jestem tu gdzie jestem?

Duchowość

Duchowa sfera człowieka też ma coś do powiedzenia. Jednak dopiero, gdy nauczymy się jej słuchać, pożytek zaczyna być wymierny. Nie tylko wymierny w kwestii rozpoznanego głosu sumienia, albo intuicji. Także w kwestii konstruktywnej eksploatacji swojej osobowej formy dla potrzeb duszy. Tego nadrzędnego celu, po który duchowa forma schodzi do ziemskich zmagań. Przyjmuje ciało, aby w zapomnieniu swej prawdziwej tożsamości, sprawdzić swoje nabyte umiejętności. Umiejętności w krzewieniu miłości. Ponieważ to miłość jest tym ideałem, który łączy wszelkie istnienia w Boskości.

Skoro wszystkie wyodrębnione, duchowe istnienia, pochodzą z tego samego Źródła, czyli Boskości, to powrót do Źródła jest tą najwyższą ideą. Ideałem możliwym jedynie za sprawą bezwarunkowej miłości.

Bo czymże jest idea miłości, zapytałby ktoś. Idea miłości to nic innego jak dawanie, bez oczekiwania na zwrot. Boska miłość bezwarunkowa, właśnie na takich fundamentach została postawiona. Nie inaczej.

Pół żartem

Dzisiejszy dzień to podwójne święto. Na pewno nie często się zdarza, żeby w ważnym dniu dla wyznawców chrześcijaństwa wypadło prima aprilis. Dlatego też utrzymując nutę, pół żartem i pół serio, pofantazjuję sobie wokół hipnozy.

Sama hipnoza jako zjawisko, dla jednych ludzi trąca magią. Wydaje się ona czymś niedoścignionym, może nawet niepojętym skąd wieje grozą. Dla innych ludzi może jawić się obojętnym zjawiskiem. Podobnie jak języki obce. Wiemy, że istnieją, ale nie mamy potrzeby, aby je rozumieć, albo uczyć się każdego z osobna.

Ktoś inny mający szersze pojęcie na temat stanów świadomości, uśmiechnie się dobrotliwie i powie: „przecież doświadczasz tego codziennie”. Być może owo stwierdzenie wywoła zdumienie wśród adwersarzy, którzy nie zrozumieją jego słów. Jednak ten, nadal uśmiechając się, wyjaśni. „Każdy przecież doświadcza stanu czuwania i stanu snu”. Nikt chyba nie zaprzeczy, że przez oba stany świadomości przechodzimy każdego dnia. Zaś stan świadomości spomiędzy snu i jawy jest tym stanem, który zwiemy transem. Kiedy jeszcze, albo już, analityczny rozum jest uśpiony, lecz świadomość swojego „ja” jest przebudzona. Wtedy ów stan świadomości, bez obaw, możemy nazwać transem hipnotycznym.

Czy hipnotycznym? A to zależy, bo jeśli sam wywołasz i utrzymasz taki stan świadomości, wtedy nazwij go autohipnozą. Na tym też polegają wszelkie metody medytacyjne, oraz transy samo naprawy lub samo uzdrawiania.